Zaznacz stronę

Pisałam Wam, że zdarzały mi się zajęcia „od czapy”? I to prawda. Opowiem Wam o jednym takim właśnie, również amerykańskim. Jakimś cudem, nie pamiętam już ani jak, ani przez kogo, trafiłam do pewnej zażywnej staruszki. Żyła z wnukami. Byli to dorośli faceci, bliźniacy, jeden z nich był policjantem, drugi już nie pamiętam czym się parał. I oto ta staruszka, która od lat „wychowywała” chłopaków, potrzebowała kogoś do pomocy. Żeby razem zakupy robić, pomóc jej w sprzątaniu, potowarzyszyć itd. Pani była stara, nosiła okulary i chyba niewiele widziała. Miałam duszę na ramieniu, kiedy jechałam z nią samochodem, uwierzcie mi. Ona nie przejmowała się niczym, ni trąbiącymi za nią samochodami, ni parkowaniem w niewłaściwym miejscu. Czyżby fakt posiadania wnuka policjanta tak ją motywował i uspokajał? Być może. Najzabawniejsze było robienie zakupów ze Starszą Panią. Otóż zawsze kazała mi sięgać na sam koniec półki, wybierała zawsze ostatnie, dostępne opakowanie. Twierdziła przy tym, że te właśnie są najpewniejsze. Wyobraźcie sobie, że musiałam sięgać najwyżej, jak tylko mogłam, wygrzebywać najbardziej oddalone, wręcz ukryte egzemplarze. To był trudJ A Starsza Pani przemierzała godzinami sklep w poszukiwaniu niezbędnych produktów. Ja dreptałam za nią, pchałam koszyk i czekałam cierpliwie na hasło „sięgaj, wydłubuj, wygrzebuj”. Starsza Pani, za żadne skarby świata nie przypomnę sobie jej imienia, zaproponowała mi mieszkanko na samym dole jej domu, w „piwnicy”. Wszyscy chyba amerykańscy obywatele przystosowywali piwnicę do celów mieszkalnych. A nuż zjawi się młoda Polka, która będzie pracować za kąt do spania i wyżywienie. I w tej piwnicy miałam łóżko, jakąś tam półkę i niedaleko małą łazienkę. Mimo wszystko, przytłaczało mnie takie mieszkanie. Pamiętam, że pająk przesądził sprawę. Nie lubię pająków, pewnie jak 90% społeczeństwa. Amerykańskiego zapewne też. A, że nie chciałam mieszkać w towarzystwie budzących (zaznaczam, że u mnie) obrzydzenie stworzeń, postanowiłam umknąć stamtąd. Zanim jednak wykonałam ten krok, spędziłam kilka dni u Starszej Pani. Pewnego dnia przyszła do mnie, przynosząc specyficzny podarunek- modlitwę do Św. Judy oraz mały medalik- aniołka. Rzekła przy tym, że Św. Juda to patron od spraw beznadziejnych i, żebym się do niego modliła gorliwie. Medalik i modlitwę mam do dziś. Czy wyglądałam na kogoś, kto zmaga się z beznadziejnymi dylematami, kłopotami? Było coś na rzeczy pewnie… może to moje „miotanie się”, szukanie miejsca, kolejne „ucieczki”. Dość, że podarunek przyjęłam i schowałam na wieczną rzeczy pamiątkę, po czym ….umknęłam…