Zaznacz stronę

Zastanawiacie się zapewne, skąd ten tytuł i co ma wspólnego Soprano ze mną? A także, jak się ma do moich opowieści o pracy i zawodowych przygodach. Ano ma się. I o tym chcę Wam teraz opowiedzieć. Wróćmy na chwilę do mojej wyprawy z młodzieńczych lat. Pisałam, że imałam się tam różnych zajęć i to jest szczera prawda. Każdy, kto wyjechał za młodu, by poznać świat i zarobić parę groszy, na pewno wie, o czym mówię. Chwyta się, co jest. Co nam los podsunie. Chyba, że wcześniej ma się już robotę nagraną. Bo ktoś pomógł, załatwił, podpowiedział, może kogoś znamy, mamy tam w świecie. Różnie to bywa. Jeśli jednak wyruszamy tak po prostu, bez planu, bez dokładniejszego pomysłu, wtedy, działamy instynktownie, „na czuja”, po omacku trochę. I właśnie tak mniej więcej trafiłam do Rodziny Soprano, a dokładniej de Matteo. Wielbiciele serialu o mafijnym świecie, wiedzą o czym piszę. Na pewno rozpoznają też nazwisko. Drea de Mateo grała w tym sławnym serialu dziewczynę Chrisa. Ci, co znają temat, mają już jasność, ci, którzy nie oglądali, nie znają, myślę, że zadowolą się faktem, że Drea jest aktorką, którą mogliśmy podziwiać na planie „Rodziny”. Rzecz zabawna, kiedy jechałam do USA, nie znałam tego serialu. To znaczy, wiedziałam, że jest, że leci, że znajomi oglądają (zwłaszcza jeden znajomy bardzo ukochał tą gangsterską produkcję), ale nie oglądałam osobiście. Na własne oczy nie widziałam. To bardzo ważne w całej tej historii, wręcz zabawne, ośmielę się stwierdzić. Trafiam więc do pewnego amerykańskiego domu na przedmieściach NY. Dom zamieszkiwało małżeństwo i dwie starsze panie- siostry, z których jedna była bardzo schorowana i praktycznie nie widziała. Tą właśnie staruszką miałam się zajmować. Miałam pomagać jej w toalecie, podawać leki, spacerować i dotrzymywać towarzystwa. Była to niezmiernie smutna praca, bo też i strasznie smutna była Staruszka. Ubolewała nad swoim losem, utratą wzroku i tym, że  jest ciężarem dla rodziny. Pamiętam jej chude, wysuszone ciało i niewiele widzące oczy. Pamiętam stosy pigułek, które połykała na śniadanie i kolację. Bez wspomagaczy nie umiała zasnąć. Spacery ograniczały się do wędrówki wkoło domu, kilka kółek, okrążeń zaledwie. Wciąż w milczeniu i wciąż w półmroku, pod ramię z kimś widzącym. Nie kojarzę żadnego uśmiechu, lepszego dnia, czegoś optymistycznego. Każdy dzień jednakowy do bólu, nieznośnie przygnębiający. W czasie krótkiego pobytu odwiedziłam ze Staruszką szpital (leżała tam kilka dni) i klinikę okulistyczną (ciągle tliła się nadzieja, że może…).  I choć byłam tam naprawdę niedługo, miałam wrażenie, że całe wieki. Zabawne, jak czas lubi płatać figle. Gdy nam dobrze, mknie nieubłaganie do przodu, gdy dotyka nas smutek, żal, żałoba, ciągnie się niemiłosiernie, jakby celowo dręcząc nas na każdym kroku.

Odbiegłam jednak nieco od wątku głównego. Zostawmy na chwilę Staruszkę i wróćmy do Rodziny Soprano, a dokładniej do dziewczyny Chrisa, Adriany. Pewnego popołudnia, gdy wszyscy domownicy oglądali telewizję, wpadła w odwiedziny córka, Drea de Mateo właśnie. Nie poznałam, nie wiedziałam, że ona to ONA, ups… małe faux pas! Na szczęście jakoś nie do końca zauważone. W końcu przyjechałam z krańca świata, z Polski, zaraz zaraz …gdzie to jest dokładnie? „A czy u Was, no w Polsce znacie „Rodzinę Soprano”?”-pytają mnie szybko. – „Tak, oczywiście, bardzo LUBIMY ten serial”- jeszcze szybciej odpowiadam, by zatrzeć swój nietakt. „Ach tak, oglądacie! Widzisz Drea, nawet tam Cię oglądają!”- już po złym wrażeniu, przecież oglądamy wszyscy, jak niegdyś „Niewolnicę Isaurę” czy inne „ W kamiennym kręgu”. Uścisnęłam więc, na początku trochę nieświadomie, rękę amerykańskiej gwiazdy. No, no. Myślałam sobie potem, mogłam poprosić chociaż o autograf, ale gdzie tam, zanim pomyślałam, uciekła. Cóż… bywa. „Zawsze będę się mogła pochwalić, jakby co”- przemknęło jeszcze przez głowę i pobiegłam do swojego pokoju poszperać w skarbach. Bo też było tam pełno skarbów. Dookoła stały pudła pełne książek, sztuk teatralnych, wystawianych na amerykańskich scenach. A, że studiowałam teatrologię i przy tym teatr kochałam, zaczęłam szukać, grzebać i starałam się czytać. Wisiał tam też na ścianie ogromny plakat z całą obsadą „Rodziny Soprano”. Rzeczywiście była tam i Drea, patrzyłam na nią każdego dnia po przebudzeniu- chciał nie chciał.

A autograf zdobyłam. Inny. Od Donny, matki, autorki wygrzebanych przeze mnie sztuk teatralnych ..